Jeden język, wiele języków, a może język obcy?

Agnieszka Motyl
Agnieszka Motyl, wtorek, Styczeń 27th, 2015

Czy warto zadbać o język w Internecie? Dowiedz się teraz!

dantetg / Pixabay

Czy istnieje jeden język polski?

Na pozór sprawa wydaje się oczywista. Z pewnością nie jeden, bo w Internecie znaleźć można teksty pisane w językach z całego świata: po angielsku, francusku, rosyjsku, japońsku, arabsku itd. Ja chciałabym jednak napisać o języku polskim, którym my — Polacy posługujemy się w Internecie. Tutaj ponownie wszystko wydaje się jasne, w końcu mówimy jednym językiem. Ale czy na pewno? Nie możemy przecież utrzymywać, że każdy z nas mówi tak samo. Dostrzegamy wiele różnic między swoimi wypowiedziami oraz między językiem mówionym i pisanym. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że jest coś takiego jak gwara wiejska i miejska, zapewne słyszał też trochę o slangu przestępczym, więziennym
albo młodzieżowym.

Czy istnieje jeden język Internetu?

Podobnie jest w samym Internecie — nieco inny jest język używany na czacie, inny na blogach, a jeszcze inny na profesjonalnych stronach internetowych.

 

Czat:

‘Robek: siema

‘Robek: 8)

Małgooosia: ‘Robek witoj 8)

‘Robek: Małgooosia siemaneczko 8)

Małgooosia: 8) 😀

 

Blog:

Czeeść. Tu Martyna. Jestem na siebie bardzoo zła! Wczoraj wieczorem pisałam sobie taką moją ,, dietę ,,. Między innymi, że nie będę jadła fast-food, słodyczy itp. No i dzisiaj w szkole kolega poczęstował mnie takimi cukierkami.

(http://mrmuzyka.blog.pl/?p=723)

 

Strona internetowa:

NAJWYŻSZA JAKOŚĆ

Uniwersytet im.  Adama Mickiewicza w Poznaniu może pochwalić się elitarnymi jednostkami naukowymi, ocenionymi w procesie naukowej parametryzacji w kategorii A+ oraz A.

 

Zatem tak naprawdę nie da się mówić ogólnie o języku w Internecie. Zjawisko to jest tak różnorodne, sposobów komunikacji, tekstów w Internecie jest tak wiele, że nie można wrzucić tego wszystkiego do jednego worka. Długo jednak postrzegano język w Internecie jako ogólny twór stojący w opozycji do języka ogólnego czy literackiego, a podstawą tej opozycji było przestrzeganie norm.

Czy język Internetu jest gorszy?

Gorszy język? Cały czas pokutuje przekonanie, że język używany w internecie jest gorszy od języka druków, mniej poprawny i mniej ważny. Początkowo, jeśli wziąć pod uwagę kwestię samych błędów językowych, było w tym wiele racji. Teksty internetowe tworzyli często ludzie przypadkowi, niezwiązani ze środowiskiem redaktorów czy polonistów. Mnożyły się zatem błędy i odstępstwa od norm. Obecnie jednak wiele tekstów w Internecie jest zgodnych z obowiązującą normą języka polskiego. Są to przede wszystkim teksty w czasopismach internetowych i e-booki, teksty w serwisach informacyjnych, na oficjalnych stronach WWW firm i instytucji, czyli wszędzie tam, gdzie tekst stanowi wizytówkę autora lub właściciela strony czy portalu. Nad kształtem takiego tekstu czuwa zwykle, a przynajmniej powinien czuwać, specjalista — osoba świadoma tego, co i jak pisze.

Dlaczego język Internetu bywa taki zły

Inaczej wygląda sytuacja tekstów umieszczanych na stronach prywatnych, blogach, forach, czatach itp. Tam autorzy przestrzegają tylko niektórych norm językowych, wiele jednak łamią. Wiąże się to niejednokrotnie ze świadomą decyzją. Ignorowanie norm stało się bowiem swoistym wyznacznikiem przynależności do środowiska internautów, często zawężonego jeszcze do konkretnej grupy, np. wiekowej. Przykład może stanowić przytoczona wcześniej rozmowa nastolatków na czacie, w której pojawiają się formy środowiskowe i gwarowe nieobecne w polszczyźnie literackiej, jak siema, siemaneczko, witoj i tzw. emotikony, inaczej buźki, np. :-). Nieprzestrzeganie norm jest jednak także pochodną sposobu utrwalenia tekstu, który umożliwia jego szybkie tworzenie, edytowanie i usuwanie. Skoro tekst dziś jest, a jutro go może nie być, a w razie problemów szybko można w nim coś pozmieniać, autor nie przywiązuje zbyt dużej wagi do tego, co pisze, nie musi się zatem przejmować regułami. Choć i to nie do końca prawda, o czym świadczą liczne wpisy internautów, w których strofują oni swoich rozmówców za błędy ortograficzne i inne odstępstwa od norm językowych. W Internecie można również znaleźć wiele artykułów poświęconych temu zagadnieniu, chociażby Ilu internautów używa polskich znaków podczas pisania? albo Blad to błąd. Gdy piszesz blednie, wychodzą brednie, Raport o błędach językowych w internecie. Powstały także piosenki na ten temat, między innymi ĄĘ Łony. Pomijam tutaj tzw. grammar nazi, czyli osoby używające błędów, jako niemerytorycznego argumentu w dyskusji. Dlaczego przeszkadza internautom robienie błędów? Bo to jednak razi i zakłóca komunikację, a w dużej mierze właśnie groźba zakłócenia komunikacji powoduje, że tworzymy i stosujemy normy językowe.

Jakie błędy popełniamy najczęściej?

Plagą takich tekstów są oczywiście nie tylko błędy ortograficzne. Sporo problemów nastręcza także nieużywanie polskich liter alfabetu. Rzadziej pojawiają się w nich błędy gramatyczne czy składniowe, częste są natomiast interpunkcyjne.

Czy biznes traci na błędach?

Pół biedy, dopóki dotyczy to rzeczywiście tylko nieoficjalnych przestrzeni w internecie. Ciągle jednak, choć z pewnością w mniejszym stopniu, o zasadach interpunkcji zapominają autorzy tekstów umieszczanych na profesjonalnych stronach internetowych. Niekiedy pomijają także i inne normy. Wtedy, o ile nie jest to wynikiem świadomych działań, takie teksty mogą poważnie zaszkodzić wizerunkowi osoby, firmy bądź instytucji, która się pod nimi podpisuje. Świadczy to bowiem o braku profesjonalizmu, a także niepoważnym potraktowaniu czytelnika, nierzadko będącego klientem. Jak bowiem inaczej postrzegać firmę bądź instytucję, niepotrafiącą lub, co gorsza, niechcącą posługiwać się w sposób poprawny językiem? Dodatkowo niestosowanie reguł utrudnia przekaz, a co za tym idzie, wpływa negatywnie na sprzedaż usług lub produktów, przynosi więc konkretną szkodę materialną.

Być źle zrozumianym

Można się oczywiście spierać, czy niestosowanie zasad językowych rodzi aż tak poważne konsekwencje. Co z tego, że ktoś zapomni paru przecinków, napisze gura zamiast góra albo łużko zamiast łóżko, wstawi kilka słów uważanych powszechnie za potoczne, ale niepoprawne czy posłuży się jakimiś tam mniej znanymi, nieznormalizowanymi skrótami? Otóż bardzo wiele. Przede wszystkim może zostać źle zrozumiany. Dobrze obrazuje to przytoczony wcześniej tytuł artykułu: Gdy piszesz blednie wychodzą brednie. Ze słowa błędnie zrobiło się blednie i całe zdanie straciło sens. Podobnie z używaniem własnych skrótów. Jak zrozumieć zdanie, w którym ktoś postanowił zapisać m.in. w postaci samego m? Na przykład: Kupiła m. pomadkę i tusz do rzęs.Źle można także zrozumieć zdanie typu: Ciocia Kasia i Zuzia poszły do sklepu. Brak przecinka po wyrazie ciocia powoduje, że trzyosobowej grupy (ciocia, Kasia i Zuzia) zrobiła się dwuosobowa (ciocia Kasia i Zuzia). Należy sobie zdawać sprawę z tego, po co nam są znaki interpunkcyjne, a do takich zaliczamy przecinki. Ważne jest także, aby znać pewne zasady rządzące procesem czytania i przyswajania tekstu.

Interpunkcja jako narzędzie logiki

Interpunkcja ma za zadanie zapewnić wypowiedzi jednoznaczność, dzięki temu przekaz będzie w pełni zrozumiały i odbiorca będzie mógł skupić się na jego treści i funkcji, nie tracąc czasu na zastanawianie, o co w nim właściwie chodzi. Polską interpunkcją rządzi zasada składniowa. Oznacza to, że interpunkcja podkreśla logiczno-składniową konstrukcję zdania. Wskazuje także to, co nie należy do głównego nurtu wypowiedzi, zostało tylko wtrącone. Zasadność poprawnego stosowania interpunkcji potwierdzić mogą dwa proste przykłady:

Chłopiec który rzucił kamieniem stał milcząc Pomyślał że nie ma sensu się wychylać Może i tym razem tak jak tydzień temu nikt się nie domyśli że to jego sprawka

O ile szybciej i łatwiej zrozumieć ten sam tekst, gdy jest zapisany ze znakami interpunkcyjnymi:

Chłopiec, który rzucił kamieniem, stał, milcząc. Pomyślał, że nie ma sensu się wychylać. Może i tym razem, tak jak tydzień temu, nikt się nie domyśli, że to jego sprawka.

W pierwszym fragmencie tekstu nie zostały zastosowane znaki interpunkcyjne, co zakłóca przekaz. Drugi fragment, z zastosowanymi znakami interpunkcyjnymi, jest całkowicie jasny.

Interpunkcja wzbogaca przekaz

Następną funkcją, jaką pełnią znaki interpunkcyjne, jest wyrażanie dodatkowych właściwości charakterystycznych dla mowy, a trudnych bez użycia znaków interpunkcyjnych, do wyrażenia w piśmie. Na przykład kropka czy przecinek oznaczają przerwę w mówieniu, pauzę, myślnik – zawieszenie głosu, natomiast wykrzyknik i znak zapytania dodatkowo jeszcze emocje, takie jak zdziwienie, złość itd. Warto zatem znać podstawowe funkcje znaków interpunkcyjnych i stosować je w tekście. Nie jest to takie trudne, bowiem znaków w języku polskim jest zaledwie dziesięć: kropka, średnik, przecinek, dwukropek, myślnik (pauza), wielokropek, znak zapytania, wykrzyknik, nawias i cudzysłów.

Poniżej zamieszczam dla zainteresowanych wykaz podstawowych funkcji poszczególnych znaków interpunkcyjnych według PWN:

  1. kropka — zamykanie wypowiedzi;
  2. średnik i przecinek — wyodrębnianie mniejszych całości w obrębie wypowiedzi;
  3. wykrzyknik, wielokropek, myślnik, znak zapytania — oznaczanie zawieszenia głosu, podkreślenie szczególnej intonacji, np. w pytaniu;
  4. wielokropek, myślnik — zaznaczenie pominięć w tekście;
  5. dwukropek — wprowadzenie wyliczenia, cytatu, uzasadnienia wypowiedzi, wyniku
    czy wyjaśnienia;
  6. cudzysłów, nawias, dwa przecinki i dwa myślniki (pierwszy otwierający, drugi zamykający) — wydzielanie fragmentu tekstu.

Inne metody na uzyskanie przejrzystości tekstu

W celu uzyskania przejrzystości tekstu stosuje się także inne zabiegi graficzne, nie mniej ważne dla odbiorcy, takie jak akapity, odpowiedni dobór kroju pisma, wyodrębnianie treści za pomocą kursywy, pogrubienia, rozstrzelenia pisma itp. W tym momencie krój jest źle dobrany i tekst stał się nieczytelny (w tym momencie krój jest źle dobrany i tekst stał się nieczytelny). Ogromne znaczenie mają także puste przestrzenie, jak odstępy między znakami i wyrazami, interlinia oraz marginesy. Pomyślcie,jakczytałobysiętekstbezodstępówmiędzywyrazami (pomyślcie, jak czytałoby się tekst bez odstępów między wyrazami), albo z małymi odstępami między znakami (z małymi odstępami między znakami). Redaktorzy i składacze znają ponadto zasady redagowania tabel, wykresów, diagramów i innych materiałów uzupełniających tekst, w taki sposób, aby możliwie szybko zostały one zrozumiane i przyswojone przez odbiorcę. Wiele osób nie zwraca uwagi na te elementy, tymczasem one znacznie ułatwiają i uprzyjemniają lekturę.

Czytamy automatycznie

Natomiast konieczność uwzględniania norm ortograficznych czy gramatycznych można uzasadnić, choć z pewnością nie wyczerpie to tematu, sposobem, w jaki przebiega proces czytania. Czytanie odbywa się bowiem w sposób bardzo zautomatyzowany. Świadomie postrzegamy początek i koniec wyrazu. Resztę rejestruje mózg. Wszystko dzieje się sprawnie, gdy wyrazy są znane, zatrzymujemy się jednak na nieznanych nam słowach. Podobnie się dzieje, kiedy nasz wzrok napotyka wyraz zapisany błędnie, a więc niepasujący do szablonu, który ma zakodowany. Automatyczne czytanie i zrozumienie napotyka na przeszkodę i zaczynamy analizować widziany tekst litera po literze. Nie tylko wydłuża to proces czytania tekstu, ale także odwraca uwagę od treści, zaburza rozumienie całości, na czym przecież autorowi najbardziej powinno zależeć (pomijam tu teksty literackie, które pełnią inną funkcję). W tym momencie skupiamy się już nie na całości, ale tylko na tym jednym wyrazie i najbliższym kontekście. Dobrze obrazuje to następujący przykład:

Kiedy dotarli na miejsce, zaówarzyli, rze lina, po kturej zawsze whodzili spadła. Dżewo było wysokie i wejście na nie bez liny było nielada wyczynem. Spojrzeli na siebie niepewnie. Nikt nie miał pomysłu, w jaki sposób dostać się na gure. Sytuację uratował jeden z hłopcow. Cofnoł się do starej szopy i po hwili wyszedł z niej, niosonc mocny chak. Pżymocował do niego linę i podżucił. Hak natyhmiast óczepił sie jednej z gurnych gałenzi.

Taki tekst czyta się powoli, wymaga bowiem skupienia uwagi na rozkodowywaniu znaczeń poszczególnych wyrazów, które wydają się naszemu mózgowi obce. Jest to nie tylko męczące, ale dodatkowo dekoncentruje i może przyczynić się do pominięcia ważnych informacji.

Drukarze — prekursorzy współczesnych internautów

Powyższe przykłady pokazują, że kształtując tekst, należy w miarę możliwości zminimalizować trudności techniczne, co pozwoli zoptymalizować zrozumienie tekstu przez odbiorcę. Temu służą wypracowane przez wieki zasady redakcyjne i normy językowe. Wiedzą o tym od dawna nie tylko badacze języka i historii książki, ale przede wszystkim praktycy zajmujący się zawodowo słowem pisanym. Podobna sytuacja miała przecież już miejsce w historii – w momencie pojawienia się na ziemiach polskich druku. Tak jak w przypadku Internetu, było to wówczas zupełnie nowe medium i również w jego przypadku borykano się początkowo z różnorodnością zapisów, brakiem norm graficznych i ortograficznych itp. Wyraźnie widać to chociażby w poniższym fragmencie najstarszego drukowanego zapisu Bogurodzicy (1506 r.):

Bogarodzÿcza dzÿewÿcza Bogeem Slawÿona maria.

U thwego ſzÿna goſpodzÿna mathko ſzwolona maria.

Zÿſczÿ nam ſpuſczÿnam Kyrieleyzon

Można zauważyć, że dwuznak ſz oznacza zarówno s, jak i z, z kolei samo ſ zastępuje obecne sz, a pod cz może się kryć cz, ć albo c itd. Taki tekst był z pewnością bardzo trudny do odczytania. Znamienne, że sytuację opanowali drukarze, a więc przedsiębiorcy. I wcale nie przyświecały im szczytne idee oraz miłość do języka, ale przede wszystkim chęć zysku. Jednolitość, podporządkowanie języka pewnym normom gwarantuje zrozumiałość i przejrzystość tekstów. A klient chętniej sięgnie po to, co jest dla niego zrozumiałe, z czego się dobrze korzysta, a przy tym jest estetyczne (co również stanowi pochodną stosowania zasad wypracowanych przez edytorów na przestrzeni wieków), o czym już wówczas drukarze dobrze wiedzieli.

Przyszłość języka w Internecie

Świadomość tego pozwala optymistycznie podchodzić do problemów, z którymi boryka się obecnie język w internecie. Możemy bowiem mieć nadzieję, że sama ekonomia postara się o zachowanie istniejących już norm i wypracowanie, tam gdzie to potrzebne, nowych. Co przecież dzieje się na naszych oczach.


Agnieszka Motyl
Agnieszka Motyl jest Doktorem Nauk Humanistycznych w zakresie językoznastwa. Ukończyła również Podyplomowe Studia Edytorstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Bloguje na temat języka polskiego w Internecie.

Język w Internecie



Darmowe treści od Websoul
Chcesz dostawać za darmo artykuły, case'y, raporty i promocje od Websoul? Zapisz się na nasz newsletter:

Masz pytanie?
Zadzwoń teraz:
523 070 660
Od poniedziałku do piątku: 8-16

Albo napisz: kontakt@websoul.pl

Przewiń do góry


Inline
Inline